Mam siedemdziesiąt lat i nie mam dzieci.
Ten prosty fakt wciąż wywołuje niezręczne milczenie lub litościwe spojrzenia.
A jednak nie czuję ani braku, ani goryczy.
Dokonałem wyboru – własnego – by żyć swobodnie, poświęcić życie tworzeniu, uczeniu się i kochaniu, nie należąc do nikogo.
Kiedy miałam dwadzieścia lat, wszyscy moi przyjaciele marzyli o szczęśliwym małżeństwie i białych łóżeczkach. Ja marzyłam o pociągach, bibliotekach i nieznanych miastach. Mama powtarzała mi:
„Zmienisz zdanie, córko. Kobieta nie jest kompletna, dopóki nie urodzi dziecka”.
Kochałam ją całym sercem, ale w głębi duszy wiedziałam, że się myliła. Chciałam napisać własną historię, nie podążając za czyimś scenariuszem.
Wybór wolności zamiast konformizmu